W sobotę 2 lutego wybraliśmy się na pola w okolice Wyszkowa w poszukiwaniu zimujących wróblaków. Wiosenne temperatury sprawiły, że śnieg stopniał bardzo szybko, odsłaniając ziemię, która na szczęście nie rozmarzła jeszcze na dobre i dało się względnie poruszać nie brnąc po kostki w błocie. Wypatrzenie siedzących ptaków w takiej pstrokaciźnie nastręczało jednak sporych trudności.
Głównym celem naszej wycieczki była poświerka. Na jednym ze ściernisk napotkaliśmy żerujące stado trznadli. Długie próby jego przeglądania wciąż nie przynosiły efektów, dodatkowo obserwacje utrudniały warunki – na dość wysoko skoszonym ściernisku ptaki dobrze się maskowały i były słabo widoczne. Przy próbie zbliżania się do stada, z odległości kilku metrów poderwał się nam pojedynczy ptak, wydając przy tym głos – najpierw suche „cit”, potem dźwięczne „pjut”. Tak udało nam się namierzyć obiekt naszych poszukiwań – poświerkę. Dalsze kilkadziesiąt minut spędziliśmy na poszukiwaniu ptaka na ściernisku, przeglądając teren na przemian lornetką i lunetą. Wreszcie żmudne poszukiwania przyniosły skutek i wypatrzyliśmy w lunecie drepczącą po ziemi poświerkę.
Nasyciliśmy się i ruszyliśmy dalej, gdyż tego dnia celem były jeszcze jery, które również udało nam się zaobserwować, w stadzie ok. 40 dzwońców i 60 makolągw. Ponadto obserwowaliśmy jeszcze stadko ok. 40 rzepołuchów, 4 myszołowy włochate. W drodze powrotnej zajrzeliśmy jeszcze do parku w Wyszkowie, gdzie mieliśmy nadzieję na bliższe spotkanie z jerem. Tym razem jednak się nie
udało, ale za to zaliczyliśmy fotograficznie pełzacza ogrodowego.